Słownik Języka Polskiego PWN przytacza krzyżówkową definicję „krawężnika” jako „rodzaj gliny”. Tutaj nie chodzi nam jednak o stróżów prawa pilnujących płotu, lecz o banalne zabezpieczenie krawędzi podestu, zwane przez niektórych bortnicą; a konkretnie o te krawężniki, które przynależą do maszyn.
Wymagania dotyczące maszyn to, z jednej strony, tzw. wymagania zasadnicze, których żaden akt prawny nie zdoła pomieścić, dlatego są umieszczane w zharmonizowanych z dyrektywą maszynową1 normach. Ale, z drugiej strony, są też przepisy bhp, dotyczące użytkowania maszyn, które na poziomie UE odpowiadają dyrektywie narzędziowej2 i dyrektywie ws. poprawy bhp.3
Wymagania zasadnicze dla balustrad (a krawężników wraz z nimi) określa norma ISO 14122-3. Krawężnik ma mieć postać pasa wysokości co najmniej 100 mm, który jest zamocowany co najwyżej 12 mm nad podestem. Czyli, uwaga: jeśli górna krawędź krawężnika znajduje się na wysokości 105 mm, ale pod krawężnikiem jest szczelina 10 mm, czyli sam krawężnik ma wysokość 95 mm, to jest on niezgodny z normą. Czemu nie określono po prostu minimalnej wysokości górnej krawędzi krawężnika, skoro to właśnie ona ma wpływ na bezpieczeństwo? Widocznie panom z DIN4 wygodniej było myślec w kategoriach: się ścina, się rżnie, jest deska. Znaczy, blacha.
No i są przepisy bhp, a konkretnie rozporządzenie w sprawie ogólnych przepisów bhp. § 106 stanowi, że krawężniki winny mieć wysokość co najmniej „0,15 m”. Dlaczego akurat 15 cm, nie 10? A dlaczego nie? Tak się komuś kiedyś napisało i tak zostało. Niedługo będziemy obchodzić 80 rocznicę 15-centymetrowych krawężników, bo wymóg ten pojawił się już w piewszej wersji rozporządzenia, 6 listopada 1946.
Jakie to ma skutki? Zacznijmy od kwestii bezpieczeństwa, przecież „bezpieczeństwo jest najważniejsze”.5 Krawężnik może spełniać dwie funkcje: zabezpiecza przez wpadnięciem pod balustradę, czyli upadkiem na niższy poziom, oraz przez zrzuceniem czegoś z krawędzi, czyli uderzeniem przez spadające przedmioty. W obu tych sytuacjach wyższy krawężnik na pewno lepiej zatrzymuje kogoś lub coś, ale różnica wydaje się marginalna. Gdybyśmy mieli dwa płaskie przemioty, poruszające się z niewielkim tarciem, jeden przedmiot na drugim, a ten dolny wysokości między 10 a 15 cm, to rzeczywiście górny przedmiot zostałby zatrzymany przez wyższy krawężnik, a przez niższy — nie. Przykład cokolwiek wydumany, tzn. mało prawdopodobny, tzn. zysk na zmniejszeniu ryzyka niewielki.
Z drugiej strony są koszty. Dla uproszczenia załóżmy na moment, że nie ma złośliwych inspektorów, którzy w przypadku niezgodnych z przepisami krawężników zatrzymywaliby produkcję lub nakładali kary finansowe. Zamiast tego rozważmy zupełnie prawdopodobny scenariusz: firma sprowadza maszynę zza Odry. Maszyna ma znak CE, wszystkie potrzebne dokumenty… i krawężniki wysokości 10 cm, zgodnie z normą i zgodnie z prawem. Ale po naszej stronie rzeki użytkownik będzie jednak musiał ponieść koszty podwyższenia krawężników o 5 cm. Odbije się to albo na zysku, albo na cenie produktu, albo na jednym i drugim. We wszystkich trzech przypadkach ludzie będą ubożsi z powodu bałaganu w przepisach. Bez żadnej — przypomnijmy — poprawy bezpieczeństwa.
Właśnie w Polskim Komitecie Normalizacyjnym rozpoczyna się próba naprawienia sytuacji, tzn. skierowania do rządu wniosku o sprostowanie zapisu § 106 rozporządzenia do postaci zgodnej z Polskimi Normami. Czy się uda, nie wiadomo, ostatecznie zdecyduje minister ds. polityki. Społecznej. Ale najpierw wniosek musi zostać wysłany.
NB. Oczywiście, PKN nie jest tu niezbędny, stosowny wniosek mógłbym wysłać sam. Czy ktoś by się nim jednak przejął? „Przypuszczam, że wątpię.”6


Dodaj komentarz