Nie dlatego, że wśród „osób behapicznych” dominują te czy inne chromosomy. Dlatego, że działa zgodnie z zasadą: co innego myślę, co innego mówię, co innego robię.
Co jest osią działania w bhp lub w bezpieczeństwie maszynowym — ocena ryzyka, prawda? Czyli mniemanologia stosowana. Misie. A dokładniej: wydajemisię. Te wszystkie przyjmowane z Księżyca poziomy ryzyka akceptowalnego i wyssane z palca metody szacowania groźnojednostek. Ubrane w formę grafów, wielopiętrowych tabel lub precyzyjnych, numerycznych obliczeń, teraz jeszcze z dodatkiem AI, żeby wyglądały bardziej uczenie. Realne kryterium akceptowalności ryzyka? — brak.
Więc po odcedzeniu, z tej chudej zupki zostaje nieco wymogów z norm (prędkość robota, kolor grzybka, temperatura powierzchni…) oraz przepisów (NDN, wysokość krawężnika, śrutowanie we dwóch…) stosowanych bezwzględnie, bez oglądania się na żadne oceny ryzyka.
Trudno się dziwić, że w praktyce mamy albo wisimizm, albo histerię. Ktoś schylając się uderzył głową o maszynę, więc w całej korporacji wprowadzono obowiązek noszenia kasków. No bo przecież bezpieczeństwo jest najważniejsze.


Dodaj komentarz